Rzeźbienie rysunków
Rozmowa z Honzą
Zamojskim
I.Z: Andrew Kreps
Gallery to jedna z ciekawszych galerii w nowojorskiej dzielnicy Chelsea.
Współpracuje z nią m.in. Goshka Macuga. Jak do nich trafiłeś?
H.Z.: Dyrektor
programowy galerii był u mnie ponad rok temu w pracowni w Poznaniu i od tamtej
pory jesteśmy w kontakcie. Po wystawie w Galerii Foksal zadzwonił i zaprosił do
zrealizowania wystawy w ich tzw. project
space.
Wystawę „Fishing
with John” pokazałeś dwa miesiące wcześniej w Galerii Foksal. Czym obie realizacje
różniły się między sobą?
Na
Foksalu rozmaite elementy wystawy – pojedyncze prace na papierze – wychodziły poza
przestrzeń wystawową, miejscami wręcz zastępowały prace znajdujące się
wcześniej na ścianach w biurach galerii. Nowojorska edycja składała się tylko z
rzeźby, która miała minimalnie inne proporcje niż w Warszawie – była dopasowana
do tamtejszego miejsca.
Znany jesteś przede
wszystkim jako wydawca książek artystycznych. Także wystawom w Warszawie i
Nowym Jorku towarzyszy publikacja, którą wydałeś wspólnie z wydawnictwem NERO –
jednym z ciekawszych międzynarodowych magazynów o sztuce. Jak doszło do tej
współpracy?
Środowisko
wydawców artbooków jest dosyć niewielkie, te same osoby przewijają się na
targach książek co roku. Redaktorów magazynu NERO poznałem na jednej z takich
imprez i kiedy Justyna Wesołowska, kuratorka Galerii Foksal, zaproponowała mi
zrobienie wystawy i wydanie książki, to od razu do nich uderzyłem. Umowa była
taka, że my dostarczamy materiał, natomiast oni projektują całość i organizują
międzynarodową dystrybucję.
Co jest takiego w
kobietach trzymających ryby?
Wszystko:
kobiety, ryby, uczucia, umysł i religia. To jest jeden z moich osobistych
fetyszy, który ciężko racjonalnie wytłumaczyć, ale który jest katalizatorem
działań bardziej skomplikowanych, takich jak wystawa czy książka. Nie wiem, czy
pamiętasz, ale w połowie lat 90. w „Wiadomościach Wędkarskich” na ostatniej
stronie zaczęły pojawiać się lekko erotyzujące motywy, coś jak „page 3 girl” w
gazetach brytyjskich, ale o zabarwieniu wędkarskim. A to jakaś syrenka, a to
jakaś karykatura, wszystko bardzo soft. Później, kiedy takich pism na rynku zaczęło
się ukazywać więcej, to np. w „Wędkarstwie” na przedostatniej stronie półnaga
wędkarka była co miesiąc. Tak więc to są jakieś tam odległe inspiracje, które
wracają, a ja zawsze chciałem zrobić coś wizualnego o wędkowaniu.
„Fishing with
John” to także typowy found footage –
praca na przepastnych zbiorach internetu, dekontekstualizacja i
rekontekstualizacja znalezionych obrazków. Traktujesz to jako krytykę tego
medium?
Od
krytyki są krytycy, ja używam tych zbiorów w dużej mierze intuicyjnie, ponieważ
dla mnie to jest zbyt bliski temat. Gdybym zaczął na chłodno kalkulować i
analizować te zdjęcia, to straciłyby one cały swój urok. Podobnie jak w
zasadzie nieoznaczoności – nie mogę mierzyć wartości, nie ingerując narzędziem
pomiaru w jego wynik.
Robert Maciejuk, Honza Zamojski, wystawa Góra i dół, Zachęta — Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2013 r.,
fot. dzięki uprzejmości artysty
Pamiętam, że gdy
po raz pierwszy wziąłem Fishing with John
do ręki, to sobie pomyślałem „WTF!?”. Po chwili jednak dotarło do mnie, że – po
pierwsze – nigdzie czegoś takiego jeszcze nie widziałem i prawdopodobnie nigdy
by mi to nie przyszło do głowy, co samo w sobie jest już jakąś wartością. Po
drugie, zainteresowało mnie to skrzyżowanie seksapilu z przemocą. Samo
wędkowanie kojarzy się raczej z wąsatym wujkiem w gumiakach. Tymczasem ty
pokazujesz młode, seksowne dziewczyny i to dość rozbudzone – ale rozbudzone
śmiercią, którą zadają. Mało tego – z rybą kojarzą się dość specyficzne
wydzieliny i zapachy, które te zdjęcia podprogowo ewokują.
No i to już jest twoja interpretacja,
jedna z wielu możliwych, ale faktycznie – zdjęcia działają, ponieważ po
pierwsze – jest ich masa, a masa robi wrażenie, a po drugie – są komponowane na
wysokim kontraście: piękne dziewczyny i martwe ryby, morza szum i krew na
pokładzie itp. Interesują mnie jednak różnorodne odczytania – kiedy autorzy piszący
teksty do książki Fishing with John
otrzymali zbiór zdjęć, każdy zinterpretował go po swojemu, według własnego
klucza.